O podejrzeniu koronawirusa, kwarantannie i testach na COVID-19

PIN

Dzień 1, niedziela:

  • około godziny 13 przyjeżdżamy z Darkiem na poprawiny,
  • dowiadujemy się od razu, że na wczorajszym weselu, na którym byliśmy, u jednej z osób wystąpiły objawy koronawirusa,
  • ta osoba, gdy tylko źle się poczuła, opuściła wesele i wróciła do domu,
  • dziś wykonano jej test; wyniki będą jutro,
  • zaczynam panikować i przypominać sobie wszystkie sytuacje, w których miałam z nią bezpośredni kontakt,
  • a tych sytuacji było wiele!,
  • państwo młodzi, od razu, telefonicznie, informują wszystkich gości o MOŻLIWOŚCI wystąpienia koronawirusa u jednego z uczestników imprezy (gości, catering, kelnerów, księdza, usługodawców) i proszą o obserwowanie swojego stanu zdrowia,
  • wcześniej planowałam, że po weselu wrócę na trochę do swojego domu rodzinnego, ale teraz decydujemy się z Darkiem ,,zaszyć” w wynajmowanym mieszkaniu w Rzeszowie i poczekać na wynik,
  • bo jeśli okaże się, że jest pozytywny, to wtedy całe wesele i tak trafi na kwarantannę, a Darek nie będzie mógł jej odbywać u siebie w domu, bo wtedy i jego rodzina zostanie nią objęta,
  • ja właściwie mogłabym wrócić do swojego domu, bo tam i tak wszyscy będą na kwarantannie (wszyscy domownicy byli na tym weselu), ale nie chcę zostawiać Darka samego w mieszkaniu (być może na całe dwa tygodnie),
  • z poprawin, gdy tylko dowiedzieliśmy się o całej sytuacji, wracamy więc do Rzeszowa,
  • czuję się okropnie słaba i bolą mnie mięśnie – jak to po weselu :),
  • nie przejmuję się więc zbytnio objawami i w żadnym wypadku nie łączę ich z koronawirusem,
  • przez cały dzień zjadam tylko kilka łyżek zupy, bo mam mdłości,
  • kładę się spać o 21.

Dzień 2, poniedziałek:

  • w południe dowiadujemy się, że test u osoby z podejrzeniem koronawirusa wyszedł pozytywny,
  • państwo młodzi zgłaszają ten fakt do Sanepidu,
  • Sanepid prosi ich o numery telefonów i adresy gości, pod którymi odbywać będziemy kwarantannę, ale tylko tych osób, które na weselu miały bezpośredni kontakt z zarażoną (w tym przypadku to głównie młodzież),
  • około godziny 17 Sanepid z okręgu, gdzie odbywało się wesele (czyli Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Przeworsku) dzwoni do wszystkich zgłoszonych osób z informacją, że teraz kontaktować się będą z nami odpowiednie oddziały Sanepidu z okręgów, gdzie odbywać będziemy kwarantannę (czyli do mnie i Darka dzwonić będzie Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Rzeszowie) i wyjaśni nam dalsze postępowanie, ale już od dzisiaj nie możemy opuszczać miejsca pobytu, przyjmować żadnych gości, itp., od tego czasu siedzimy więc na mieszkaniu i tyłka nie wychylamy,
  • pani z Sanepidu informuje także o możliwości zgłoszenia się do opieki społecznej w przypadku, gdyby nie miał nam kto robić zakupów (nie korzystamy z tego),
  • oraz o możliwości wykonania testu na obecność COVID-19 najwcześniej w ósmym dniu od kontaktu i TYLKO osobom, u których wystąpiły objawy,
  • od rodziny dowiaduję się, że u nich testy zostaną wykonane w ósmym dniu od kontaktu BEZ WZGLĘDU na to czy objawy wystąpią, czy nie (czyli u wszystkich!),
  • coś mi tu nie gra, 
  • zastanawiam się, czy możemy wychodzić na balkon, ale ostatecznie zmusza mnie do tego pranie, które trzeba rozwiesić,
  • czuję się trochę jak sprawca zbrodni,
  • ukradkiem rozglądam się za policją ale Darek mówi, że to żadna zbrodnia,
  • wierzę mu na słowo i pranie rozwieszam już mniej zestresowana,
  • pojawiają się u nas jakieś pierwsze symptomy przeziębienia: stan podgorączkowy, bóle mięśni, ból gardła i ogólne osłabienie, ale jesteśmy przekonani, że to od klimatyzacji na sali weselnej,
  • przez cały wieczór docierają do nas sprzeczne informacje na temat długości trwania kwarantanny (nie jesteśmy przekonani czy to 10 czy 14 dni), testów (czy u wszystkich, czy tylko u osób z objawami), aplikacji ,,kwarantanna domowa” (czy pobierać, czy nie trzeba) itd.,
  • nadal nie jem cały dzień,
  • Darek każe mi jeść na siłę, ale ja sił nie mam, żeby jeść,
  • dopiero wieczorem zjadam swój pierwszy posiłek od sobotniej nocy.

Dzień 3, wtorek:

  • do większości osób objętych kwarantanną oddzwaniali już z odpowiednich okręgów Sanepidu (pobierali dokładne dane osobowe, przeprowadzali ankiety na temat stanu zdrowia, potwierdzali miejsce pobytu, informowali o wszystkich wytycznych i testach na obecność wirusa, które odbędą się w ósmym dniu od kontaktu, u WSZYSTKICH osób objętych kwarantanną),
  • tylko do mnie i Darka nie dzwoni nikt, więc nadal nie wiemy czy nasza kwarantanna oficjalnie już trwa, czy jeszcze nie,
  • jesteśmy źli, bo może okazać się, że kwarantannę będziemy odbywać dopiero od dnia, w którym zadzwoni Sanepid z Rzeszowa, 
  • bo skoro nie dzwoni, to znaczy, że z Przeworska nie trafiły do nich jeszcze nasze dane, więc nie figurujemy w bazie,
  • czujemy się mocno osłabieni, mamy stany podgorączkowe, a u mnie pojawia się suchy kaszel,
  • do tej pory byliśmy przekonani, że to przez klimatyzację, ale teraz zaczynamy myśleć o możliwości zarażenia, bo nasz kontakt z osobą chorą był bardzo bezpośredni,
  • nie pozabijaliśmy się jeszcze,
  • zastanawiamy się, czy pod osłoną nocy nie wynieść śmieci.

Dzień 3, środa:

  • dzisiaj rząd wprowadza nowe zasady odbywania kwarantanny i izolacji (kwarantanna skrócona z 14 do 10 dni, skierowanie na testy może wydać tylko lekarz rodzinny, jeśli uzna, że są konieczne, i to on,  pod koniec kwarantanny, za pomocą tele-porady, po wywiadzie na temat stanu zdrowia, zwalnia bądź przedłuża okres kwarantanny), 
  • my nadal nie dostaliśmy telefonu z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Rzeszowie więc nie wiemy, co dalej (czy oficjalnie odbywamy już tą kwarantannę, czy jeszcze nie, a jeśli tak, to czy na nowych, czy jeszcze starych zasadach),
  • z domu dostaję informację, że wszyscy uczestnicy wesela, którzy są na kwarantannie, odbywają ją jeszcze na starych zasadach, czyli wszystkim bez wyjątku, w ósmym dniu, wykonają testy na obecność COVID-19, a ich kwarantanna trwa 14 dni,
  • o godzinie 10:30 dzwonię do Sanepidu, aby dowiedzieć się, czy nasze dane zostały już wpisane do ich bazy i jak to wszystko wygląda,
  • dodzwaniam się dopiero po około godzinie,
  • pani mówi, że Sanepid z okręgu, gdzie odbywało się wesele, nie przekazał im jeszcze naszych danych, więc oficjalnie oni nic o nas nie wiedzą, dlatego nie może nam powiedzieć, na jakich zasadach odbywa się nasza kwarantanna i czy w ogóle już trwa, 
  • pani mówi, że skontaktuje się z przeworskim Sanepidem i jeśli już dostaną nasze dane, to wpisze nas do bazy i oddzwoni,
  • informuje też, że póki co, oni są w trakcie szkolenia z nowych przepisów, które weszły dziś i sami jeszcze nie wiedzą co mają robić,
  • na razie mamy siedzieć na tyłku tak jak siedzimy i czekać,
  • nadal jestem słaba i kręci mi się w głowie, Darek ma stan podgorączkowy,
  • Darek dzwoni do swojej cioci, która choruje na koronawirusa i też aktualnie siedzi w swoim mieszkaniu, aby zapytać, jak się czuje i jak u niej przebiega choroba,
  • zanim jednak się przedstawi, udaje policjanta i każe jej wyjść na balkon i pomachać, a potem zrobić znak solidarności,
  • ciotka się nabiera i mówi Darkowi, że ona już macha, ale żadnego policjanta pod oknem nie widzi,
  • humor nas nie opuszcza,
  • potem rozmawiają o przebiegu COVID-19,
  • opowiada, że u niej choroba przejawia się w zupełnym braku apetytu, nudnościach i stanach podgorączkowych, 
  • pani z Sanepidu oddzwania po południu,
  • mówi, że jesteśmy już w ich bazie, ale nadal nie wie, czy na starych czy nowych zasadach i zadzwoni jutro,
  • wiadomo jednak to, że kwarantannę oficjalnie odbywamy od poniedziałku,
  • chociaż tyle,
  • cały wieczór gram w Simsa.

Dzień 4, czwartek:

  • o 9:30 dzwoni do mnie pani z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Rzeszowie i prosi, żebym włączyła tryb głośnomówiący tak, aby i od razu z Darkiem załatwić wszystkie formalności,
  • zbiera numery pesel i przeprowadza ankietę dotyczącą stanu naszego zdrowia (mówimy o wszystkich naszych objawach),
  • informuje o tym, że od dziś oficjalnie odbywamy kwarantannę (ale tak naprawdę wie, że siedzimy na tyłku już od poniedziałku, więc nieoficjalnie ten okres liczy nam się właśnie od poniedziałku),
  • poza tym mówi, że: nasza kwarantanna odbywa się już na nowych zasadach (mimo że wszyscy uczestnicy imprezy odbywają ją na starych i wszyscy mieliśmy kontakt z zakażoną w ten sam dzień!), nie będziemy mieć robionych testów, bo nowe zasady mówią, że zlecenie na testy wystawia teraz lekarz rodzinny i tylko w uzasadnionych przypadkach (wszyscy pozostali goście testy będą mieć robione w ósmym dniu, bez względu na objawy lub ich brak), nie możemy nigdzie wychodzić ani nikogo przyjmować, po otrzymaniu sms-a mamy pobrać aplikację ,,kwarantanna domowa” albo wypełnić wniosek na stronie ministerstwa, że nie mamy odpowiedniego telefonu do takiej aplikacji i przesłać go do rzeszowskiego Sanepidu, w razie nieustępowania objawów zgłosić się do lekarza rodzinnego na tele-poradę (wtedy on zdecyduje, czy należą nam się testy, czy nie),
  • życzyła nam powodzenia i zdrowia (oj przyda się!),
  • moje objawy nie ustępują, więc moja mama kontaktuje się z lekarką rodzinną (ma z nią lepszy kontakt niż ja),
  • ona jeszcze nic nie wie o nowych zasadach, wprowadzonych wczoraj, więc musi popytać, zorientować się i oddzwoni,
  • w tym samym czasie Darek kontaktuje się ze swoim lekarzem; pani w rejestracji na tele-poradę zapisuje go dopiero na jutro,
  • do mamy oddzwania moja lekarka; wypisze mi e-skierowanie na oddział zakaźny w celu wykonania testów; mam się pojawić na oddziale zakaźnym w Przemyślu, w Rzeszowie nie mogę ich zrobić,
  • dzwoni drugi raz i mówi, że mogę je zrobić w każdym miejscu w Polsce, wystarczy, że zadzwonię na oddział zakaźny danego szpitala i podam numer elektronicznego skierowania, a oni zdecydują czy mam przyjechać do punktu sama, czy wyślą karetkę,
  • postanawiamy z Darkiem, że poczekamy do jutra i zobaczymy czy i jemu uda się dostać skierowanie, jeśli tak, to zadzwonimy na oddział zakaźny i umówimy się na testy, jeśli nie, będziemy myśleć, co dalej,
  • oglądamy konferencję ministerstwa odnośnie nowych zasad odbywania kwarantanny i izolacji; 
  • na Podkarpaciu zamykają pierwsze placówki szkolne przez pojawienie się tam koronawirusa,
  • kurier przynosi książki, które zamówiłam we wtorek (zostawia pod drzwiami mieszkania),
  • rozmawiam z osobą zarażoną koronawirusem, z którą miałam kontakt na weselu, opowiada mi o przebiegu choroby (aktualnie przechodzi go bezobjawowo) i o tym, jak się u niej rozwijał (uczucie przeziębienia), kurczowo trzymamy się wersji, że ja przeziębiłam się od klimatyzacji,
  • dociera do mnie, że skierowanie, które wystawiła mi lekarka jest na oddział zakaźny, a ja nie mogę przecież iść na ODDZIAŁ ZAKAŹNY!
  • dzwonię do rejestracji i pytam, czy jest możliwość wystawienia zlecenia na test, na przykład w punkcie drive-thru,
  • nie ma.

Dzień 5, piątek:

  • o 8:30 Darek ma tele-poradę ze swoją lekarką rodzinną,
  • mówi o swoich objawach i o tym, że miał bezpośredni kontakt z osobą, u której potwierdzono koronawirusa, prosi o skierowanie na test,
  • lekarka twierdzi, że na testy kieruje Sanepid i ona nie ma nic do tego, ale sprawdzi i oddzwoni,
  • dzwoni za godzinę, mówi, że faktycznie teraz na testy kierują lekarze rodzinni, ale u niej w przychodni nie ma jeszcze żadnych wytycznych w tej sprawie, nie przeszli żadnego szkolenia z nowych przepisów i ona nie wie, co ma robić,
  • dzwoni znowu – mówi, że może wystawić skierowanie na oddział zakaźny w SANOKU, bo tylko tam mają wolne miejsce,
  • Darek dzwoni więc do Sanoka, informuje że ma skierowanie na oddział, ale chciałby przyjechać tylko na test,
  • lekarz mówi, że skoro ma skierowanie na oddział, to musi zostać na oddziale,
  • Darek tłumaczy, że nie może zostać na oddziale zakaźnym, bo przez moją słabą odporność, każda najmniejsza bakteria, którą przyniesie z pobytu w szpitalu, może się dla mnie naprawdę źle skończyć,
  • lekarz nie przyjmuje tego do wiadomości ale informuje, że lekarz rodzinny może wypisać też skierowanie na SAM TEST,
  • w tym samym czasie dzwonię do szpitala zakaźnego w Łańcucie i informuję, że mam objawy i skierowanie i chciałabym umówić się na test,
  • pan doktor informuje, że skierowanie jest ważne tylko na oddziale w Przemyślu, bo on nie może pozwolić sobie na przyjmowanie osób z całej Polski, 
  • rozumiem go, ale tłumaczę, że lekarka rodzinna powiedziała, że mogę zgłosić się do jakiegokolwiek szpitala, a jako że kwarantannę odbywam w Rzeszowie, to najbliżej mi do Łańcuta,
  • doktor odpowiada, że on w radiu też słyszał dużo niestworzonych historii i żebym zadzwoniła do NFZ zapytać się, czy z tym skierowaniem rzeczywiście mogę zgłosić się gdziekolwiek, jeśli tak, to oni zrobią mi ten test,
  • dzwonię do NFZ,
  • pani mówi, że lekarz rodzinny powinien na skierowaniu wskazać konkretny oddział, na który mam się zgłosić,
  • tłumaczę, że lekarka mówiła, że mogę się zgłosić gdziekolwiek,
  • pani mówi, że skoro tak, to tak, 
  • aha.,
  • dzwonię na oddział zakaźny w Przemyślu, gdzie przyjmuje moja lekarka i gdzie jestem zameldowana i tłumaczę, że mam skierowanie na oddział, ale chcę zrobić tylko test,
  • słyszę to, co Darek, czyli że jeśli mam skierowanie na oddział, to muszę położyć się na oddział na około trzy dni,
  • tłumaczę, że nie mogę, bo jestem w grupie ryzyka,
  • pani mówi, żeby zadzwonić do lekarki rodzinnej i poprosić o skierowanie na SAM TEST,
  • lekarka rodzinna mówi, że nie może wystawić mi skierowania na sam test, bo nowe przepisy nic nie mówią o tym, że takie skierowanie można wystawić,
  • postanawiam, że zadzwonię do lekarzy w Zabrzu i zapytam, co mam zrobić,
  • lekarz mówi, że muszę wymusić na swojej lekarce takie skierowanie albo (skoro ta baba nie rozumie o co chodzi) zadzwonić do jakiejś innej przychodni i powiedzieć co i jak,
  • mówi też, że skoro miałam kontakt z zarażoną i jestem w grupie ryzyka zachorowania to KONIECZNIE taki test powinnam wykonać, ale w żadnym wypadku i pod żadnym pozorem nie na ODDZIALE ZAKAŹNYM,
  • szukam więc w internetach jakiejś opieki całodobowej z nadzieją, że może tam uda mi się takie skierowanie załatwić, ale okazuje się, że opieka całodobowa nie może wydać skierowania na sam test, ale tylko na oddział zakaźny,
  • postanawiamy więc z Darkiem, że jutro zrobimy testy prywatnie (500 zł za test),
  • Darka mama przywozi nam pierogi na obiad,
  • cały czas zastanawiam się, dlaczego akurat nas zakwalifikowali już do tych nowych zasad, a wszystkie pozostałe osoby z tego wesela, kwarantannę odbywają jeszcze na starych i testy będą mieć wykonane bez niczego,
  • dostaję sms-a z informacją, że nie zainstalowałam jeszcze aplikacji ,,kwarantanna domowa” i że to mój obowiązek,
  • pobieram aplikację,
  • od tej pory, codziennie, trzy razy dziennie, muszę wysyłać swoje zdjęcia z miejsca odbywania kwarantanny,
  • w sumie się cieszę, bo mam okazję i motywację, aby się pomalować,
  • ale potem myślę sobie, że ja to chyba chora jestem, 
  • dzwonię do prywatnego punktu pobrań, aby umówić się na wykonanie testu,
  • pani mówi, że oczywiście może zapisać nas na testy, ale najpierw musimy uzyskać zgodę od Sanepidu, na chwilowe opuszczenie miejsca kwarantanny, w celu przyjazdu na te testy,
  • dzwonimy więc do Sanepidu i pan informuje, że nowe przepisy mówią, że teraz nie ma możliwości zwolnienia z kwarantanny i że testy mogę wykonać jedynie po jej odbyciu, już ,,na wolności”,
  • Darek prosi o przełączenie do kogoś ,,wyżej” i stanowczo tłumaczy, że nie możemy czekać do końca kwarantanny, bo jeśli rzeczywiście zaraziłam się koronawirusem (zarysowuje przy tym całą sytuację związaną z mukowiscydozą, przeszczepem, grupie ryzyka itp.), to nieleczone objawy i potem powikłania mogą być tragiczne,
  • pan ,,wyżej” jednak nic sobie z tego nie robi i nadal twierdzi, że nie wyda zgody na opuszczenie kwarantanny,
  • pani w prywatnym punkcie pobrań mówi, że nie ma możliwości aby oni przyjechali i zrobili mi test na miejscu, bo to wiąże się z kosztami i nie wysyłają karetek,
  • sytuacja wygląda więc tak, że jestem w grupie najwyższego ryzyka zarażenia wirusem, miałam bezpośredni kontakt z osobą z pozytywnym wynikiem, mam objawy zachorowania i nie mogę (nawet za własne pieniądze) zrobić testów,
  • moja ciocia, która tam pracuje, dowiaduje się, że w tym prywatnym punkcie pobrań jest możliwość dojazdu do pacjenta, co kosztuje około 150 zł., ale to nie jest takie proste, bo jakiś tam kierownik musi wyrazić zgodę na dojazd tej karetki,
  • zgadzam się więc zapłacić dodatkowe 150 zł za sam dojazd (od punktu pobrań do mojego mieszkania jest 3 km!) i mieć to wszystko już w głowy,
  • pani informuje mnie, że jak uda się już załatwić tą karetkę, to zadzwoni,
  • zaraz potem dzwoni ktoś z Sanepidu i mówi, że ten pan ,,wyżej” zgodził się dać nam pozwolenie na wyjazd na testy, a co więcej, będziemy je mieć opłacone przez NFZ (czyżby ktoś przestraszył się odpowiedzialności?), 
  • ten ktoś informuje także, że testy będą jutro o godzinie 12 (ja) i 12:10 (Darek),
  • mamy podjechać do punktu drive thru,
  • za chwilę znów dostajemy telefon od Sanepidu, żeby skontaktować się z tym punktem pobrań i upewnić się, że jesteśmy już wpisani na listę,
  • dzwonię do punktu pobrań, ale na liście nas nie ma,
  • pani informuje mnie, że skoro Sanepid zlecił te badania, to na pewno zaraz dostaną nasze dane i żeby się nie martwić, ale żeby dla upewnienia zadzwonić jutro rano,
  • jesteśmy przeszczęśliwi,
  • dzwonimy do wszystkich z informacją o naszym małym sukcesie.

Dzień 6, sobota: 

  • dzwonię do punktu pobrań upewnić się, że jesteśmy wpisani na listę,
  • jesteśmy i czekają,
  • mamy podjechać autem za przychodnię, gdzie znajduje się punkt drive thru, poczekać w kolejce, jeśli taka będzie, potem wjechać do garażu i nie wysiadać z auta,
  • pierwszy raz od sześciu dni wychodzimy z mieszkania,
  • jest piękna pogoda, świeci słońce, ludzie żyją sobie jakby nigdy nic,
  • uprzedzając pytania, nie wyglądamy wcale jak zapuszczone goryle, ani nawet jakbyśmy byli na kwarantannie, 
  • jedziemy do drive thru,
  • Darek mówi, że dziwnie się czuje za kierownicą po kilku dniach niejeżdżenia,
  • na skrzyżowaniu wymusza pierwszeństwo,
  • może coś w tym jest?
  • wjeżdżamy do garażu,
  • zamykają się za nami wielkie zasuwane drzwi, jest ciemno, w tle gra ciężka muzyka, nie mamy jak uciec, auto nagle gaśnie samo z siebie (żartuję, chciałam wprowadzić trochę elementów grozy),
  • dostajemy do wypełnienia po dwie ankiety, które zawierają pytania dotyczące naszego kontaktu z osobą zarażoną, objawów itp.
  • gdy to wykonujemy, podchodzi do nas pani ubrana od stóp do głów w takie wdzianko, które od marca często widać w telewizji,
  • ma ze sobą dwa patyczki,
  • mój żołądek zaczyna wyprawiać dzikie harce,
  • pani mówi, żeby odsunąć szybkę,
  • niestety szybki w aucie są zepsute i się nie odsuwają,
  • otwieramy więc drzwi,
  • pani ubranej od stóp do głów w medialne wdzianko średnio się to podoba, ale nie ma wyjścia,
  • na pierwszy ogień wystawiam Darka,
  • trzyma się chłop dzielnie,
  • potem ja,
  • tu już gorzej,
  • proszę ładnie panią, żeby zrobiła to delikatnie,
  • Darek mówi, żeby wsadzała tak głęboko, jak trzeba,
  • niech to szlag! słucha go!,
  • zamykam oczy,
  • wstrzymuję oddech,
  • ściskam Darka mocno,
  • czuję patyczek w gardle,
  • potem w nosie,
  • i jest po wszystkim!,
  • przełykam kilka samotnych łez,
  • dostajemy indywidualne kody i stronę internetową, gdzie dziś wieczorem, albo jutro pojawią się wyniki,
  • gratulujemy sobie nawzajem odwagi,
  • jakiś pan otwiera nam przednie drzwi garażowe,
  • wyjeżdżamy,
  • w drodze powrotnej zastanawiamy się, czy kebab będzie przegięciem,
  • a raczej nagięciem (przepisów),
  • zgodnie stwierdzamy, że raczej będzie,
  • odpuszczamy więc,
  • wracamy na mieszkanie,
  • oboje ,,zaszywamy się” na swoich stanowiskach pracy,
  • zauważam nieodebrane połączenie od kogoś z Sanepidu,
  • nie oddzwaniam, bo mam ich dość, 
  • dzwoni pan policjant, aby upewnić się, czy siedzę na tyłku w mieszkaniu,
  • mówię, że ,,siedzimy”
  • pyta: ,,jak to SIEDZIMY?”
  • mówię, że na kwarantannie jest też mój narzeczony,
  • dziwi się i mówi, że nic o nim nie wie i prosi o dane,
  • gdybym wiedziała, że Darek nie figuruje w jakiejś tam ich bazie, to po tego kebaba codziennie mógłby wychodzić!,
  • eh,
  • o godzinie 19 pierwszy raz sprawdzamy, czy są już nasze wyniki,
  • nie ma,
  • o godzinie 22:30 po raz kolejny sprawdzamy, czy są już nasze wyniki,
  • są,
  • jesteśmy zdrowi!
  • informujemy rodzinkę.

Dzień 7, niedziela: 

  • dziś jesteśmy już pewni, że nasze objawy są skutkiem przeziębienia, najprawdopodobniej od klimatyzacji,
  • stwierdzamy jednak, że aby mieć całkowitą pewność, powtórzymy testy jak wyjdziemy z kwarantanny, choćby prywatnie,
  • o 9 rano dzwoni pan policjant i prosi, żebym pokazała się w oknie,
  • wypełzam z łóżka i wlokę się do okienka,
  • macham grzecznie,
  • Darka nadal nie mają na swojej liście,
  • z domu dostaję informację, że pozostałym gościom z kwarantanny NIE ZROBIĄ testów, choć Sanepid od początku mówił, że w ósmym dniu od kontaktu, zrobią wszystkim testy,
  • mama dzwoni do Sanepidu i pyta dlaczego tak,
  • pani informuje, że kwarantannę odbywają już na nowych zasadach (od początku mówili, że jeszcze na starych),
  • ale te nowe zasady dotyczą tylko testów, bo jeśli chodzi o długość kwarantanny, to obowiązują jeszcze stare zasady, czyli 14 dni,
  • cyrk na kółkach,
  • okazuje się też, że lekarze rodzinni wcale nie mają obowiązku wystawiać zleceń na testy, 
  • Darek czyta wpis lekarza POZ na Twitterze, że on nie ma obowiązku wystawić takiego zlecenia, bo nie ma tego w żadnej ustawie, a same słowa na konferencji prasowej ministerstwa to za mało, 
  • ma rację gościu,
  • razem czytamy inne wpisy lekarzy; są wśród nich takie:
  • ,,Media zostały wprowadzone w błąd. Szkoda, że nie sprawdziły, że informacja na konferencji prasowej nie jest źródłem prawa i nie jest nim również przygotowanie jakiejś aplikacji. Zarządzanie ochroną zdrowia stanęło na głowie. Tylko po co to wszystko?”,
  • ,,Oddziały wojewódzkie NFZ prześcigają się w publikowaniu info o aplikacji do wystawiania skierowań na testy. A lekarze POZ nie mają podstaw prawnych, żeby te testy zlecać. Nie pamiętam kiedy był taki chaos informacyjny, tyle kłamliwych komunikatów w mediach”,
  • jedna wielka żenada,
  • kaszlę coraz bardziej, mam zawroty głowy i ciągle stany podgorączkowe,
  • czy jest prawdopodobne, że COVID-19 się dopiero rozwija, dlatego testy wyszły negatywnie? 
  • założyłam konto na Twitterze,
  • cały wieczór przeglądam Twittera.

Dzień 8, poniedziałek:

  • do Darka dzwoni pan policjant,
  • dwa dni przed zwolnieniem z kwarantanny wpisali go sobie na swoją listę osób do pozdrawiania przez telefon,
  • bo nawet nie sprawdza osobiście, czy my rzeczywiście siedzimy na dupie w mieszkaniu (tylko raz przyszedł pod balkonik),
  • kaszlę coraz bardziej,
  • kontaktuję się z panią pielęgniarką z Zabrza,
  • mówi, żebym się nie martwiła, bo jeśli test został wykonany w siódmej dobie od kontaktu, to na pewno jest wiarygodny,
  • jutro mam zadzwonić do lekarzy w sprawie objawów i po informacje, co z tym robimy,
  • wysyłam zdjęcie w aplikacji ,,kwarantanna domowa”,
  • i idę spać.

Dzień 9, wtorek:

  • dziś ostatni dzień naszej kwarantanny,
  • około godziny 16 dzwonię do lekarzy w Zabrzu w sprawie swojego przeziębienia,
  • dowiaduję się, że koniecznie muszę powtórzyć test na koronawirusa,
  • że moje objawy świadczą właśnie o nim,
  • że pierwszy test mógł zostać wykonany za wcześnie, dlatego nic nie wykazał,
  • że test mógł zostać pobrany niedokładnie (być może rzeczywiście tak było, bo filmiki, które oglądałam przed pobraniem, wyglądały bardziej przerażająco, niż było to na prawdę),
  • pani doktor opowiedziała mi też historię osoby, która przeszła dwa testy i oba wyszły negatywnie, a trzeci wykazał przeciwciała, które oznaczają że przeszła ona już koronawirusa,
  • powiedziała też, że jutro zadzwoni ponownie z dalszymi instrukcjami,
  • odwołuję więc wszystko to, co zaplanowałam na jutro, czyli na pierwszy dzień naszej ,,wolności”,
  • i zastanawiamy się, jak zdobyć skierowania na testy,
  • w Sanepidzie już nawet nie próbujemy, bo to nie ma sensu,
  • postanawiamy, że zrobimy je prywatnie.

Dzień 10, środa:

  • niby nie jesteśmy już na kwarantannie, niby możemy już wychodzić i w ogóle, ale jakoś tak dziwnie, wiedząc, że jednak możemy być zarażeni,
  • Darek nie idzie jeszcze do pracy,
  • po obiedzie postanawiamy tylko, że wybierzemy się na krótki spacer po osiedlu aby się dotlenić,
  • na spacerze dostaję sms-a z kodem recepty do wykupienia,
  • po chwili dzwoni doktor z Zabrza i informuje, że właśnie wystawił mi receptę na antybiotyk, który mam zacząć brać,
  • jeśli okaże się, że to tylko zwykła infekcja to antybiotyk na pewno pomoże, jeśli to COVID-19, to być może złagodzi jego przebieg,
  • mam też jak najszybciej powtórzyć test,
  • i jeśli wyjdzie pozytywny to zadzwonić po dalsze instrukcje,
  • w drodze powrotnej wykupujemy antybiotyk,
  • postanawiam spróbować załatwić zlecenie na test u mojej doktor rodzinnej, bo w końcu takie prawo już ma,
  • doskonale wie, jaka jest sytuacja i zna moje objawy, wie też, że nie wymyśliłam sobie testów sama bo mam takie widzimisię, ale że to lekarze z Zabrza zalecają mi je powtórzyć bo jest taka KONIECZNOŚĆ,
  • zlecenia jednak mi nie wystawia,
  • bo jedno mi już wystawiła (ale tamtego nie wykorzystałam, bo okazało się, że jest na oddział zakaźny),
  • o i pogadane,
  • nie wiem czy ma rację, czy nie,
  • nie chcę w to wchodzić,
  • jestem jednak przekonana, że mam wszelkie podstawy, aby takie zlecenie dostać,
  • nie mam siły prosić o testy Sanepid, NFZ czy kogo tam jeszcze,
  • postanawiamy, że jutro oboje zrobimy testy prywatnie,
  • a w piątek będziemy mieć stuprocentową pewność czy jesteśmy zarażeni, czy to tylko zwykła infekcja,
  • jeśli to tylko zwykła infekcja, to po kilku dniach zażywania antybiotyku z pewnością minie, Darek spokojnie będzie mógł wrócić do pracy wiedząc, że nikogo nie zarazi, a ja z czystym sumieniem pojadę sobie do domu,
  • jeśli to COVID-19 to wtedy będziemy się martwić i myśleć co dalej,
  • oficjalnie nie jesteśmy już na kwarantannie, ale nieoficjalnie sami ją sobie poniekąd przedłużamy (to się nazywa społeczna odpowiedzialność, co nie? :D),
  • zastanawiamy się tylko, co w przypadku, gdy testy zrobimy prywatnie i (odpukać) wyjdą one pozytywnie,
  • tzn. czy punkt pobrań zgłosi to do Sanepidu i znów trafimy na kwarantannę, czy będziemy musieli sami o tym poinformować?
  • bo właściwie, gdy wynik będzie pozytywny, to możemy nie mówić o tym nikomu i hulać sobie swobodnie po mieście zarażając wszystkich wokół (bo kto się dowie?)
  • choć jeśli wynik wyjdzie (odpukać) pozytywny to oczywiście znów poddamy się izolacji,
  • ale chodzi mi o to, że pozostałe 75 osób nie będzie tak odpowiedzialne i tego nie zrobi,
  • dziwne to wszystko,
  • dzwonię do punktu pobrań umówić nas na testy,
  • pan zapisuje nas na jutro na 13:20 i 13:40
  • no i dobrze.

Dzień 11, czwartek:

  • jedziemy na testy do punktu drive thru, tam gdzie ostatnio,
  • a tu zonk!,
  • bo żadnego drive thru dzisiaj nie będzie,
  • mamy zaparkować, wysiąść z auta i podejść do okienka,
  • przed okienkiem, na zewnątrz, stoi stolik,
  • tak jak ostatnio dostajemy ankiety do wypełnienia,
  • podczas pisania zastanawiam się, do czego służą dwa otwory (dosłownie jak dyby jakieś) wydrążone w ścianie obok okienka,
  • zastanawiam się też, w jaki sposób te testy będą dzisiaj pobierane, cały czas nerwowo zerkając na ,,dyby”,
  • na testy przychodzą inni ludzie z podejrzeniem koronawirusa i gdzieś mają obowiązek utrzymywania dystansu społecznego w kolejce do okienka,
  • zaglądają nam przez ramię aby zapytać pana w środku czy dobrze przyszli,
  • jak byk pisze, że to PUNKT POBRAŃ BADAŃ NA OBECNOŚĆ KORONAWIRUSA,
  • ta stój w kolejce i czekaj!,
  • wkurza mnie to,
  • miał być drive thru do cholery!,
  • po oddaniu ankiet jednym zbliżeniem karty uszczuplamy nasze finanse,
  • ale tłumaczymy sobie, że żadne pieniądze nie oddadzą nam pewności, czy jesteśmy zakażeni, czy nie, oraz spokoju ducha,
  • gdy pani w środku prosi mnie abym usiadła na krzesełku przed tymi dwoma otworami wydrążonymi w ścianie, powoli zaczynam rozumieć, do czego one służą,
  • tym razem nie udaje mi się wysłać Darka na pierwszy ogień,
  • ,,uniosę to” – myślę i siadam na krzesełku,
  • proszę tylko Darka żeby stanął po mojej prawej i zasłonił mnie przed tymi ludźmi, którzy teraz zaglądają chamsko aby popatrzeć co ich czeka,
  • nienawidzę takiego czegoś,
  • pani w okienku wkłada ręce do dwóch otworów,
  • w obu trzyma po jednym patyczku,
  • zamykam oczy i czuję patyczek w gardle,
  • pani mówi, żebym nie odchylała głowy do tyłu i po chwili czuję jak Darek mnie za nią łapie,
  • łzy lecą mi na potęgę,
  • tym razem było gorzej niż ostatnio,
  • ale może to lepiej, może dokładniej,
  • teraz Darek,
  • i po wszystkim,
  • wieczorem wychodzimy na spacer
  • i co chwilę sprawdzamy wyniki w Internecie,
  • tak jak ostatnio są około godziny 23,
  • oba NEGATYWNE,
  • idziemy spać.

Dzień 12, piątek:

  • rano piszę wiadomość do pani doktor z Zabrza aby powiedzieć, że drugie testy też wyszły negatywnie, ale martwi mnie ten ciągły suchy kaszel, osłabienie i stany podgorączkowe u mnie i Darka,
  • pani doktor oddzwania po południu i mówi, że testy znów mogły zostać pobrane ,,po łebkach”, a nasze objawy wskazują właśnie na koronawirusa,
  • mówi, że mogę go przechodzić łagodnie przez leki immunosupresyjne, które zażywam i które go (tego wirusa) trochę osłabiają,
  • ale ogólnie po takim bezpośrednim kontakcie, jaki miałam z osobą zarażoną, raczej prawdopodobne jest, że go mamy,
  • mówi też, żeby Darek również zacząć brać antybiotyk, który ja przyjmuję od środy, bo jeśli rzeczywiście jest to COVID-19 to może on osłabić jego działanie a jeśli nie, to z pewnością pomoże na infekcję,
  • pani doktor mówi także o testach antygenowych, które możemy zrobić już po weekendzie (takie badanie pokazuje czy w organizmie występują przeciwciała, które wskazują na przebytą infekcję, na przykład bezobjawowo, w tym przypadku koronawirusa),
  • informuję, że miałam zamiar pojechać do swojego domu, ale pani doktor stanowczo to odradza z racji tego, że nie wiadomo, czy nie jestem zarażona,
  • ma rację; postanawiam więc, że pojadę dopiero wtedy, gdy będziemy mieć wyniki testów,
  • jeszcze raz na spokojnie, dokładnie, oglądam sobie w Internecie filmiki, które pokazują w jaki sposób prawidłowo pobiera się wymazy w kierunku koronawirusa,
  • to co widzę, nijak ma się do tego, w jaki sposób te testy zostały pobrane nam,
  • rzeczywiście bardzo prawdopodobne jest, że były one wykonane niedokładnie,
  • ale teraz już nic z tym nie zrobimy, tysiąca złotych nam nie zwrócą,
  • Darek wykupuje antybiotyk.

Dzień 13, sobota:

  • sobotę spędzamy na długim spacerze, gotowaniu, serialach i czytaniu.

Dzień 14, niedziela:

  • jak wyżej,

Dzień 15, poniedziałek:

  • o siódmej rano jedziemy zrobić badanie z krwi na przeciwciała,
  • tym razem do innego laboratorium niż poprzednio,
  • około godziny 12 sprawdzamy wyniki on-line,
  • nie przeszliśmy koronawirusa!,
  • nasze objawy świadczą więc o zwykłej infekcji,
  • po południu jadę do domu,
  • i zastanawiam się, jak to możliwe, że nikt z wesela nie zaraził się koronawirusem od tej osoby,
  • i jak to możliwe że ja się nie zaraziłam po takim bezpośrednim kontakcie jaki z nią miałam?
  • hmm…
  • wieczorem odzywa się do mnie pani pielęgniarka z Zabrza i pyta jak się czuję,
  • mówię, że czuję się źle,
  • umawia mnie więc na kompleksowe badania na oddziale (w sumie na dokładnych badaniach byłam ostatnio w styczniu, w czerwcu byłam tylko na laboratoryjnych),
  • może i dobrze,
  • sprawdzą dokładnie o co chodzi z tą moją infekcją,
  • idę spać.

 

 

 

 

 

 

 

Zostaw swoje komentarze