,,Transplant C” pobiegł po oddech

PIN

Ola przed przeszczepem płuc nie miała siły na najprostsze czynności. Droga ze szkoły do domu wydawała się nie do przejścia. Męczący kaszel nie pozwalał w spokoju dokończyć posiłku. Oddech z dnia na dzień stawał się coraz krótszy, a pobyty w szpitalach coraz dłuższe. Nadzieja na normalne życie i marzenia o przyszłości oddalały się z każdym kolejnym zaostrzeniem.

Dla Michała, jeszcze rok temu, ogromnym problemem było wyniesienie śmieci. Ze swoją wydolnością płuc, sięgającą zaledwie 18%, przy najmniejszym nawet wysiłku czuł się jakby właśnie przemierzał maraton rowerowy. W jego peletonie towarzyszyła mu rodzina i przyjaciele. Wspólnie gonili uciekające gdzieś życie.

Moje niebo waliło się przez kilka ostatnich lat. Runęło na dobre kilkanaście miesięcy przed przeszczepem, kiedy jakiekolwiek perspektywy na przyszłość zatarły się całkowicie. Płuca pracowały na kilka procent, choroba atakowała w stu, a daleko na horyzoncie, jak światełko w tunelu, w przypływach przeświadczenia jawiła się maleńka szansa na normalność. Nie miałam siły na nic. Niczego zresztą miało przecież nie być.

Wszyscy jednak, kilka tygodni temu BIEGLIŚMY w Biegu po Oddech w Zakopanem. Biegliśmy po swoje
marzenia. Po te niespełnione niegdyś ambicje. Po cele stawiane sobie przez te wszystkie lata. Po nasze urojenia, pragnienia i tęsknoty. Po to wszystko, co straciliśmy i nadal tracimy przez chorobę. Po oddech dla
tych, którym go brakuje.

Gdy połączymy ze sobą wrzesień, Zakopane, PTWM i bieganie, powstanie nam mieszanka wybuchowa, która kojarzyć się może tylko z jednym! Z Biegiem po Oddech organizowanym przez Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą, dedykowanym wszystkim chorym na mukowiscydozę. To już czwarta odsłona tej charytatywnej imprezy i druga,
w której brałam udział. O pierwszej nie wiedziałam, na trzecią nie miałam motywacji, na drugą i czwartą stawiłam się
zwarta i gotowa.

W tegorocznej edycji po lepsze jutro pobiegło ponad 800 osób! Wśród tych wszystkich nałogowych biegaczy,
zapalonych sportowców i nieśmiałych amatorów, na starcie pojawili się także przedstawiciele oddziału transplantacyjnego z pododdziałem mukowiscydozy ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu: Pani Ania Gibas, która jest pielęgniarką, i Doktor Tomasz Stącel– kardiochirurg i transplantolog, oraz podopieczni kliniki po przeszczepie płuc, czyli ja, Ola i Michał.

O godzinie dziewiątej rano w niedzielę świat nie jest jeszcze gotowy na jakiekolwiek aktywności fizyczne. Perspektywa biegania dla samego… biegania często przegrywa z możliwością pozostania w łóżku jeszcze przez kilka
godzin. O dziewiątej rano w niedzielę szansa na nadrobienie całego tygodnia  wczesnych pobudek wydaje się zdecydowanie lepszą opcją niż presja, którą wtedy czujemy. Własne, obiecane sobie kiedyś imperatywy zostają daleko
w tyle, a przed nami rozciąga się słodka alternatywa machnięcia ręką na całą tę ideę zdrowego trybu życia.

Zupełnie inaczej jednak świat wyglądał w niedzielny poranek 1 września, kilka tygodni temu. Bo to dzień, w którym spełniło się niejedno marzenie, niejedno ograniczenie zostało pokonane, niejeden cel zdobyty i niejedna wiara w niemożliwe odzyskana.

Każdy z nas – uczestników – biegł z własnymi ideami, z innym przesłaniem, z sobie tylko znaną motywacją, ale każdemu przyświecał jeden cel. Pomoc chorym na mukowiscydozę. Zebranie jak najwięcej środków na kosztowne leczenie, rehabilitację i niezbędne sprzęty medyczne. Szansa na głęboki oddech, na w miarę normalne życie.

Pani Ania Gibas o swoim udziale w imprezie powiedziała mi tak: Osoby chore na mukowiscydozę są mi szczególnie bliskie z racji zawodu i miejsca pracy. Chciałam być z nimi również poza przestrzenią szpitalną, w której najczęściej się spotykamy. Mój udział w Biegu po Oddech to wyraz solidarności z tymi MUKOBOHATERAMI w ich trudnej i nierównej walce z chorobą. Dodaje też: Każda impreza charytatywna ma szczególny charakter, ponieważ jednoczy ludzi w celu tworzenia czegoś dobrego.Każdy z nas ma w sobie ogromne pokłady dobra, wrażliwości, empatii, czasami tylko skrywane gdzieś głęboko. I żeby je wydostać na zewnątrz, potrzeba jakiejś iskry, jakiegoś bodźca. Takimi właśnie czynnikami sprawczymi są wszelkiego rodzaju imprezy charytatywne.

To absolutna prawda. Bo dobro, które można było zobaczyć podczas 4. Biegu po Oddech widoczne było w każdym drobnym geście. W przyjacielskim poklepaniu po plecach słabszego zawodnika. W cudownym dopingu na
trasie zupełnie nieznanych ludzi. W słowach uznania najbliższych, czekających na mecie. W samej tylko obecności
ludzi, którym nie jest obojętny los chorych. W każdej, nawet najdrobniejszej cegiełce przekazanej na nasze leczenie.
To magia. A jej efekty widać w działaniach PTWM, które zgromadzone środki z imprezy przeznacza na to, aby wszystkim z nas przywracać normalność. Na tyle, na ile jest to możliwe.

Pani Ania powiedziała też, że cała impreza to przepiękna inicjatywa, która przede wszystkim łączy ludzi i wzrusza
widokiem tych, którzy walczą o każdy oddech: Cudowna pogoda, cudowne miejsce i wszechobecna radość widoczna na twarzach uczestników. Dużo  dobrej energii! Odniosłam wrażenie, że wszyscy jesteśmy połączeni jakąś wspólną więzią, niewidoczną dla oka, ale z całą pewnością poruszającą serce. Dla mnie osobiście jednak najpiękniejsze i najbardziej wzruszające było spotkanie z moimi pacjentami – szczęśliwymi posiadaczami nowych płuc, którzy aktywnie uczestniczyli w biegu.

No właśnie. Nasze uczestnictwo w Biegu po Oddech, obecne życie i widoczne teraz perspektywy na przyszłość
nie byłyby możliwe, gdyby nie transplantacja, która wszystkim nam przywróciła nadzieję, że urzeczywistni się to,
co jeszcze nie tak dawno wydawało się abstrakcją, potworną chęcią, ale jednocześnie niemożnością realizowania się
na niemal wszystkich płaszczyznach.

Michał przeszczep przeszedł w kwietniu tego roku. Po pięciu miesiącach od operacji postanowił sprawdzić się w biegu, o którym marzył od pierwszej edycji, ale jego stan zdrowia nie pozwalał mu na realizację celu. Osiągnął go kilka tygodni temu: Na pierwszej edycji byłem jako kibic. Na starcie stanęła wtedy moja Monika, a ja czekałem. Postanowiłem sobie wtedy, że jak już będę »zdrowy«, to też wystartuję. I udało się! Niespełna pięć miesięcy po
przeszczepie!.
Sam bieg opisuje w taki sposób: Najtrudniejsze były pierwsze 2,5 kilometra, ten podbieg pod skocznię. Mój organizm był jeszcze trochę za słaby, abym dał radę biec. Starałem się jednak utrzymać szybkie tempo marszu. Pod skocznią byłem ostatni. Gdy zaczęło być z górki, to trochę biegłem, trochę truchtałem, trochę szedłem. Udało mi się wtedy prześcignąć kilku zawodników. To i tak super, bo przecież moje mięśnie nie są jeszcze w najlepszej kondycji. Niedawno zrobiłem sobie badanie składu ciała, mam zanik mięśni szkieletowych. Trudne było dla mnie pokonanie tych pięciu kilometrów biegiem, tym bardziej, że na trasie występuje spora różnica terenu. Podczas całego biegu serce waliło mi jak młotem, a ja sam zastanawiałem się, czy podołam, czy dam radę dotrzeć do mety. Dałem radę! W tym wszystkim właśnie to było najpiękniejsze. To, że pokonałem swoje słabości, że się nie poddałem, że udowodniłem sobie, że mogę! Spełniłem swoje marzenie. Mój czas to 43 minuty. A przecież to dopiero początek.

Bieg po Oddech był dla mnie jedyną motywacją do tego, aby w ogóle zacząć biegać. Gdyby nie to, że cztery lata temu PTWM wpadło na genialny pomysł zorganizowania takiej imprezy, to przypuszczam, że moja przygoda z bieganiem nie zaczęłaby się nigdy. Bieg po Oddech dał mi ogromnego kopa do jeszcze większej pracy nad sobą. I śmiało mogę powtórzyć za Michałem, że to dopiero początek.

O imprezie, już dużo wcześniej, słychać było w mediach. Social media, billboardy i filmy reklamowe nagłaśniały bieg jako wydarzenie charytatywne i kulturalne. Doktor Andrzej Pogorzelski mówił w spocie, że to piękny gest
w stronę tych, którzy sami nie mogą już biegać, a Justyna Kowalczyk krzyczała z plakatów: Biegnijcie razem ze
mną!  Udostępniane na fejsbukowych profilach posty promujące wydarzenie i ulotki w miejscach publicznych sprawiły, że przez ostatnie dni, w środowisku chorych, temat Biegu był na pierwszym miejscu.

Publicity zakrojone na szeroką skalę odczuć się dało nawet w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
Żyliśmy tą imprezą wszyscy! Niestety, nie wszyscy mogliśmy wziąć w niej udział ze względu na obowiązki zawodowe. Miałam jednak ogromne wsparcie ze strony swoich koleżanek, kolegów i oczywiście pacjentów. Wszyscy trzymali kciuki, życzyli powodzenia, a ja obiecałam, że nie przyniosę wstydu. Po biegu zamieściłam fotorelację na naszym fejsbukowym profilu, żeby podzielić się wrażeniami i przekazać dobre emocje – powiedziała pani Ania Gibas.

Nasz udział w Biegu po Oddech – mój, Oli i Michała – to była w pewnym sensie próba zaakcentowania, że transplantacje stwarzają niewyobrażalne kiedyś szanse na ŻYCIE. I że to życie może być magią, snem, przygodą. Bajką, której nie powstydziłby się nawet Andersen. Trzeba tylko sprzeciwić się bierności. Zawalczyć o siebie. Uwierzyć. I nie kapitulować. A kolejny Bieg po Oddech, dla nas wszystkich, może stać się osiągalny. Nawet jeśli teraz wydaje się być tylko utopią. Nieuchwytną ambicją. Złudnym zamiarem.

Każdy z uczestników biegł po coś. Każdy inaczej. Każdy z własnymi ideami. Z innym przesłaniem. Ale przecież to wszystko jest zupełnie nieistotne. Nieważne jest, kto ile razy odpoczywał na trasie, kto wszedł, a kto wbiegł pod skocznię, kto biegł po życiówkę, a kto po satysfakcję. Kto wolniej, a kto szybciej. Nieważny jest wynik na mecie. Ważne, że stanęliśmy na starcie.

Marzena Piejko – Biuletyn ,,Mukowiscydoza”, nr. 55/2019

Zostaw swoje komentarze